Dziwny
jest ten sezon Premier League. Drużyny, które nigdy specjalnie nie
zagrażały możnym klubom obecnie robią co chcą i wygrywają nawet z
największymi potęgami. Porównując nawet naszą ekstraklasę do ligi
angielskiej można zauważyć, że w obu przypadkach tabela jest bardzo
mocno spłaszczona i nie do końca wiadomo kto na którym miejscu skończy.
To jest, fajne i mimo, że dwie najlepsze ekipy dosyć mocno odskoczyły to
cieszy fakt, że o czwarte miejsce powalczy kilka drużyn, a wśród nich
może znaleźć się West Bromwich Albion.
Drużyna
z regionu “West Midlands”, gdzie nawiększym miastem jest Birmingham
często była określana przez ekspertów “ekipą za słaba na Premier League,
a za mocną na Championship”. Dryfowała między tymi dwoma ligami i
specjalnie nie mogła się ustatkować w tej lepszej. Zdarzały się lata
gdzie tuż po awansie West Brom z najwyższą klasą rozgrywkową musiał się
już żegnać. Te czasy przynajmniej na chwilę poszły w zapomnienie bo
popularni “The Baggies” grają z najlepszymi drużynami z Anglii już
trzeci sezon, a co najważniejsze z roku na rok notują progres. Jednak
mało kto mógłby się spodziewać, że ta drużyna zanotuje taki postęp i po
15 kolejkach będzie na 5 miejscu z takim samym dorobkiem punktowym co
Chelsea i Tottenham, a wyżej niż np. Arsenal.
Ten
tekst pisze może troszeczkę w złym momencie, tuż po 2 porażkach West
Bromu, jednak to było wkalkulowane i wiadomym było, że drużyna złapie
zadyszkę. Tym bardziej, że nastąpiło to po 4 zwycięstwach z rzędu w tym z
Chelsea. Ponadto przegranej ze Stoke na własnym stadionie można się
było spodziewać gdyż West Brom w 4 ostatnich meczach u siebie z tą
drużyną nie dość, że nie potrafił wygrać to nawet nie strzelił bramki.
Abstrahując od tego meczu ważne jest to, że “The Hountorns” stało się
prawdziwą twierdzą dla przyjezdnych. WBA w tej chwili licząc tylko mecze
rozegrane na własnym stadionie zajmuje 2 miejsce w całej lidze. Ta
statystyka zdecydowanie uległa poprawie, bo w zeszłym sezonie wyglądało
to marnie (16 miejsce pod koniec rozgrywek). Na wyjazdach bilans też
wygląda przyzwoicie, bo “The Baggies” są na 8 pozycji.
Ciężko
realnie patrząc na skład West Bromu myśleć by ta drużyna powalczyła o
miejsce promujące grę w lidze mistrzów, aczkolwiek już pozycje 5-8
wydają się bardzo realne. To i tak byłby sukces ponad stan, a Steva
Clarka obecnego trener można by było nazwać cudotwórcą. Sami piłkarze
póki co nie wybiegają tak daleko w przyszłość i stąpają twardo po ziemi.
Gareth McAuley, obrońca West Bromu tonuje lekko nastroje w tych słowach:
-”We
want to keep pushing on and this is a wake-up call that we can't just
turn up and roll teams over. Our first priority is to get to 40 points
and then after that we will see what we can do.”
Najważniejsze
jest utrzymanie jednak trochę śmiesznie to wygląda gdy obok ciebie
znajduje się np. Chelsea. Przyszłość piszę się w jasnych barwach,
wszystko wskazuje na to, że w klubie znajdą się pieniądze na transfery
jak wynika ze słów trenera:
"If
the chairman, Dan and I decide we need to strengthen the squad, then we
can do that. Is there money there? Yes I think there is."
Ponadto
jeden z ważniejszych piłkarzy West Bromu Romelu Lukaku deklaruje chęć
pozostania do końca sezonu, a i sam Rafa Benitez nie do końca chce
powrotu Belga do Chelsea, co potwierdza tymi słowami:
"We
know Romelu has been doing very well for West Brom. But it’s maybe best
for him to stay there where he is playing games for now, as it will be
better for his future development."
Dzięki
temu najskuteczniejszy zawodnik “The Baggies” będzie mógł dalej się
rozwijać. Decyzja Beniteza może o tyle dziwić, że Torres znowu przestał
strzelać, a Lukaku mógłby stanowić alternatywę dla Hiszpana. Jednak
dzięki temu skorzysta West Brom i Belg może pomóc w walce o coś co nawet
w najśmielszych snach nie śniło się kibicom i działaczom. Mały klub
odwiecznie walczący o utrzymanie może zagrać w europejskich pucharach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz